fbpx

Co powiesz na cykl wpisów, w których będę rozmawiała z dziewczynami, z którymi spotykam się na kursie “Obróbka w Lightroomie od A do Z”? Zobaczysz, że to dokładnie takie same kobiety jak Ty i ja, które sprytnie łączą fotograficzną pasję, dom, pracę, dzieci i do tego jeszcze osiągają niesamowite rezultaty!

I nie ma znaczenia, czy zdjęcia, które wychodzą spod ich rąk trafiają do innych osób, czy też tworzą najpiękniejsze rodzinne albumy ever – zdjęcia każdej z nich zasługują na to, aby pokazać je całemu światu!!!

 

Ewelina, z czym kojarzy Ci się

Lightroom?

Lightroom przede wszystkim kojarzy mi się z Rudą, czyli z Twoją osobą Kasiu. Bardzo się cieszę, że nasze fotograficzne drogi spotkały się w momencie, kiedy Lightroom – cyfrowa ciemnia – pojawił się w moim życiu jako jeden z elementów mojej pasji.

 

 

Dzisiaj zapraszam Cię na rozmowę z Eweliną Reszczyńską, która do perfekcji opanowała sztukę łapania ulotnych dziecięcych chwil. Jak to się stało, że chwyciła za aparat, jaki wpływ na to wszystko miała jej prywatna mama i dwójka przesympatycznych maluchów? O tym wszystkim przeczytasz w naszej rozmowie.

Znajdziesz ją tutaj:

Cześć Ewelina, nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że mogę z Tobą porozmawiać, choćby w takiej formie :). Zanim opowiesz mi o swoich zdjęciach, opowiedz mi jak to się w ogóle stało, że chwyciłaś za aparat? Klasycznie, po urodzeniu dziecka, czy już wcześniej ciągnęło Cię do fotografowania?

Ewelina: Moja foto-historia sięga dalekich lat dzieciństwa, moja mama jest z zawodu fotografem i chociaż później przestała się tym zajmować zawodowo, to pamiętam, że moim ulubionym pomieszczeniem w domu była ciemnia :). Chowałam się tam z mamą i z zachwytem i otwartą buzią patrzyłam na proces wywoływania kadrów. Same rozumiecie jakie to musiało być zachwycające dla oczu małej dziewczynki i chyba już wtedy zasadziło się w mojej głowie to ziarenko ekscytacji fotografią.

Później było tak, że często to ja chwytałam za aparat, czy to na wyjazdach, czy ważnych wydarzeniach rodzinnych, po prostu aby tworzyć pamiątki. Pamiętam jak dostawałam do rąk starego Kodaka od mojej ukochanej Babci.. Czułam od zawsze potrzebę zatrzymywania tego co istotne w życiu i do czego będzie można wrócić.

Oczywiście takim punktem bardzo zwrotnym były narodziny mojego pierwszego dziecka. Jak urodził się synek postanowiłam, że te wszystkie dziesiątki zdjęć, które powstawały każdego dnia – będzie coś wyróżniać, że to nie będą zwyczajne kadry, podobne do siebie czy powtarzalne. I w ten sposób wielka pasja zaczęła się przeradzać w styl życia. 

Oszzzz, pojęcia nie masz jak baaardzo zazdroszczę Ci takich wspomnień z dzieciństwa! Ciemnia, proces wywoływania zdjęć – czy to w jakiś sposób zaważyło na tym w jaki sposób Ty wywołujesz swoje zdjęcia, tym razem już nie w klasycznej a lightroomowej ciemni?

Ewelina: Tak Kasiu – to prawda, te chwile są niezapomniane i zawsze będę miała ten obraz gdzieś z tyłu głowy. Myślę, że tamte wspomnienia bardzo wpłynęły na to, jak bardzo fascynuje mnie proces wywoływania kadru, teraz już w cyfrowej ciemni jaką jest Lightroom. Ale kto wie, może kiedyś jeszcze wykonam podróż w przeszłość i pobawię się w fotografię analogową. 

Chowałam się z mamą w ciemni i z zachwytem i otwartą buzią patrzyłam na proces wywoływania kadrów.

Ewelina, a bardziej ciągnie Cię w kierunku koloru czy B&W? Baaardzo jestem ciekawa czy mając tak klasyczne korzenie poszłaś w kolorową stronę czy jednak zaważyły one na Twoim patrzeniu na świat.

Ewelina: Och to z pozoru jest bardzo proste pytanie, ale odpowiedź już nie taka jednoznaczna. Trochę nie wiem co odpowiedzieć, aby któraś fotograficzna część mnie się nie obraziła. Z przymrużeniem oka oczywiście :).

B&W czy Kolor? Hmm..

Fotografia czarno biała jest ponadczasowa i stanowi część mojego fotograficznego “ja”, jednakże są takie momenty, które moje serce widzi w kolorze i nie wyobrażam sobie inaczej. Uwielbiam to nasycenie barw nad morzem, gdzie mieszkamy, a z drugiej strony kocham czerń i biel, dzięki której można idealnie wyeksponować to co najważniejsze w kadrze. Podsumowując – patrząc na wszystkie moje fotograficzne projekty, myślę, że w tej kwestii zapanował kompromis.

Ewelina, piszesz, że po urodzeniu synka postanowiłaś, że zdjęcia, które będziesz mu robiła – będzie coś wyróżniać. Powiedz w jaką stronę chciałaś z nimi iść?

Ewelina: Tak, dokładnie. Wyobrażałam sobie, że to nie będą takie zwyczajne kadry, które przypadkowo trafią do albumu i nie będą nas wzruszały po latach. Z racji tego, że będąc mamą na urlopie macierzyńskim cały swój czas spędzałam z synkiem, a wkrótce później również z jego siostrą, to moja fotograficzna przygoda opierała się na chwytaniu chwili, rejestrowaniu naszego domowego lifestyle’u. A jak wszyscy wiemy czas szybko ucieka i bardzo istotne było dla mnie zatrzymywanie tego co ważne, tych momentów do których już się nie cofniemy. Powiem Ci Kasiu, że to przeświadczenie, że każda chwila jest ulotna, sprawia, że bardzo rzadko rozstaję się z aparatem. Ale to jest cudowny stan, w ten sposób nasze ściany i albumy wypełniają kadry przepełnione najważniejszymi momentami naszego życia. 

Oszzz, to nawet nie chcę sobie wyobrażać jak pięknie muszą wyglądać te ściany! A powiedz, co jest dla Ciebie najważniejsze w zdjęciach, które robisz: swojej rodzinie i innym osobom? Patrząc na Twoje zdjęcia widzę nieustanną zabawę z formą, perspektywą, światłem i cieniem. Jak widzisz to Ty?

Ewelina: Oj tak! uwielbiam tą nieustającą zabawę ze światłem i formą, myślę, że między innymi dzięki temu fotografia jest tak interesująca i nieodkryta. Chwytając za aparat staram się zobaczyć i pokazać to, co niewidoczne dla postronnego widza. To wszystko zależy oczywiście od rodzaju fotografii, natomiast w przypadku fotografii dziecięcej i rodzinnej przede wszystkim zależy mi, aby wydobyć z danej sceny to co kluczowe – czyli emocje.

Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że nie da się znudzić Lightroomem!

Masz jakiś swój własny prywatny patent na ich wywołanie?

Ewelina: Z emocjami jest tak, że jest to coś bardzo spontanicznego. One powstają pod wpływem danej chwili i nie zawsze jest to wybuch śmiechu, nieraz są to momenty smutku, czy nostalgii, tak jak w życiu. Kwestia tylko tego, aby znaleźć się z aparatem w odpowiednim czasie.

Ewelina, powiedz jak sobie radzisz ze zdjęciami, gdy tak dużo fotografujesz. Codziennie je zgrywasz i obrabiasz? Bo tak sobie myślę, że w takiej ilości codziennie robionych zdjęć łatwo jest “utonąć”!

Ewelina: To zależy od tego co jest moim priorytetem. Kiedy robiłam projekt 365 to starałam się na bieżąco zgrywać zdjęcia. Obecnie drugi rok realizuję projekt 52 i tutaj mam większą swobodę czasową, co nie zmienia oczywiście faktu, że oprócz tego jest sporo innych naszych kadrów. Zawsze jednak doceniam to, że są, a siadając do edycji zdjęć mam po prostu więcej relaksu, bo jak to zawsze powtarzam postprodukcja mnie wycisza. Tak więc najważniejsze jest fotografowanie. Inaczej oczywiście jest ze zdjęciami dla innych osób, tutaj obowiązują określone zasady i staram się przekazywać zdjęcia w możliwie jak najkrótszym czasie.

No to skoro już jesteśmy przy Lightroomie, powiedz mi, jak wyglądało Twoje pierwsze spotkanie z tym programem, takie zupełnie, zupełnie pierwsze. Lightroom zachwycił Cię od pierwszego wejrzenia (Lightroom jest fajny i te sprawy :)), czy też może wcale nie?

Ewelina: Zdecydowanie to była absolutna fascynacja, ale mając takiego przewodnika w Twojej osobie Kasiu, nie mogło być inaczej. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że nie da się znudzić Lightroomem! Te wszystkie narzędzia, które nam oferuje dają naprawdę ogrom możliwości, po których obróbka jest przysłowiową wisienką na torcie i dopełnia nasz styl fotograficzny.

A pamiętasz co sprawiło Ci najwięcej problemów na początku? Z czym nie umiałaś sobie poradzić? Co doprowadzało Cię do lightroomowego szału? :).

Ewelina: Na to pytanie trudno jest mi odpowiedzieć, bo tak naprawdę to nie przypominam sobie takiej rzeczy. Może dlatego, że nasza przygoda już troszkę trwa, ale myślę również, że to kwestia dobrego poznania programu i jego zakamarków. Wówczas rzeczy nieoczywiste stają się jasne.

Pędzel i krzywe tonalne to narzędzia must have!

No dobra, a masz jakieś ulubione lightroomowe narzędzie (lub narzędzia), bez którego nie wyobrażasz sobie obróbki?

Ewelina: Oczywiście, że tak. Tutaj chyba Cię Kasiu nie zaskoczę, jak powiem, że jest to pędzel i krzywe tonalne – zdecydowanie!!! :).

O tak panel Tone Curve jest prze-wspa-nia-ły! Pędzel zresztą też! To w jaki sposób można za ich pomocą wyciągnąć i podkreślić klimat na zdjęciu jest nie do przecenienia!

Ewelina: Masz absolutną rację, są to narzędzia must have. Pędzel można powiedzieć, że jest takim “korektorem” kadru, a krzywe tonalne są dla mnie nie do zastąpienia w postprodukcji – szczególnie tej czarno białej.

Ewelina, i tak już zupełnie na sam koniec: jaką dałabyś wskazówkę osobom, które dopiero zaczynają przygodę z Lightroomem. Od czego powinny zacząć, aby już na starcie pojawiły się fajne efekty?

Ewelina: Oczywiście najpierw od instalacji Lightrooma na swoim komputerze, a następnie od kontaktu z Tobą! Nie znam innej osoby, która by lepiej złapała za rękę i tak poprowadziła, przez zakamarki Lightrooma sprawiając tym samym, że fascynacja tym programem się nigdy nie kończy. 

Ewelina, bardzo dziękuję Ci za wspólną rozmowę!

Nie wiem jak Ty, ale ja mogłabym słuchać takich opowieści w kółko i wciąż! A zdjęcia… normalnie cud-miód-i-orzeszki!!!

Ja wiem, że u każdej z nas w tej chwili krucho z czasem, ale może warto wykorzystać to, że mamy teraz dzieci pod ręką i wycisnąć ze wspólnie spędzonych chwil choć kilka zdjęć? To świetny sposób na podszlifowanie swoich fotograficznych umiejętności. I zebranie materiału do obróbki na czasy, gdy dzieci częściej jak w domu  będą przebywać na podwórku :).

A Ty? Lubisz takie historie? Inspirują Cię do działania? Czujesz po ich przeczytaniu potrzebę wskoczenia do Lightrooma? Daj mi znać ko-nie-cznie! :).

Podobne
wskazówki

Pin It on Pinterest

Podaj dalej!

Skorzystałaś z tego wpisu? Bomba! Puść go dalej, niech pomoże jeszcze komuś :)