Co powiesz na cykl wpisów, w których będę rozmawiała z dziewczynami, z którymi spotykam się na kursie “Obróbka w Lightroomie od A do Z”? Zobaczysz, że to dokładnie takie same kobiety jak Ty i ja, które sprytnie łączą fotograficzną pasję, dom, pracę, dzieci i do tego jeszcze osiągają niesamowite rezultaty!

I nie ma znaczenia, czy zdjęcia, które wychodzą spod ich rąk trafiają do innych osób, czy też tworzą najpiękniejsze rodzinne albumy ever – zdjęcia każdej z nich zasługują na to, aby pokazać je całemu światu!!!

 

Asiu, z czym kojarzy Ci się

Lightroom?

Na początku kojarzył mi się z… obowiązkiem, nieprzyjemnym obowiązkiem. Bo przecież zdjęcia trzeba obrobić, prawda? 

Ale po kursie, gdy go opanowałam, stał się sprzymierzeńcem, kolejnym narzędziem zbliżającym mnie do celu. Teraz, po zrobieniu zdjęcia, często od razu mam wizję, odpalam LR i… ją realizuję. Bez zastanawiania się. I jak zacznę, to obróbka mnie tak wciąga, że nie skończę, póki wszystkie zdjęcia nie będą gotowe, nawet jak obiecam sobie, że tylko jeden kadr, tylko 5 min.


 

Dzisiaj zapraszam Cię na rozmowę z Joanną Kaźmierczak – niesamowicie kreatywną fotografką kulinarną.

Znajdziesz ją tutaj:

 

Wiesz czym zajmuje się fotograf kulinarny? Już Ci mówię, choć właściwie powie Ci to sama Asia:

“Kto choć raz zrobił zdjęcie potrawy, czy to swojej, w domowej kuchni, czy w restauracji, wie, że nie tak łatwo jest oddać jej „smak”. Takie zdjęcie można pokazać rodzinie, chwaląc się eksperymentalnym daniem, ale nie da się w ten sposób zaprezentować wyjątkowego składnika czy stworzyć wizualizację menu restauracyjnego, która sprawi, że goście tym chętniej będą do Ciebie zaglądać.

I tam właśnie zajmuje się fotografia kulinarna. A tak właściwie fotograf kulinarny, który nierzadko jest też stylistą. Dobiera tło, naczynia, sztućce. Decyduje, jakie dodatki wyeksponować. Nie tylko pokazuje danie, ale również oddaje jego klimat, opowiada historię. Sprawia, że je się oczami i co najważniejsze – ma się ochotę na więcej.”

 

Jeśli po takim apetycznym wstępie nabrałaś ochoty na więcej – wskakuj do naszej rozmowy.

 

To już powoli staje się tradycją, że każdą rozmowę case study zaczynam od pytania o fotograficzne początki. Dzisiaj wcale nie będzie inaczej, a więc Asiu, opowiedz mi jak to się stało, że zaczęłaś robić zdjęcia i czy od razu były to zdjęcia kulinarne?

Asia: Do fotografowania jako takiego ciągnęło mnie odkąd pamiętam, ale zawsze to były zdjęcia do albumu. Od jakiś czterech, pięciu lat, czyli odkąd założyłam Instagrama, regularnie robię zdjęcia jedzenia, chociaż bardzo długo były to ujęcia z góry talerza z potrawą, czyli jak u każdego. A tak “na poważnie” zaczęłam interesować się fotografią jakiś rok, półtora roku temu – czytałam na ten temat i dużo ćwiczyłam, oczywiście na jedzeniu. Takim przełomowym momentem był u mnie kurs Dominiki z Kobiecej Foto Szkoły oraz zakup Lightrooma i w konsekwencji – kurs u Ciebie, Kasiu. Nagle zaczęło mi wychodzić, świadomie robiłam i obrabiałam zdjęcia, a to oczywiście dało mi powera do działania dalej.

Teraz głównie zajmuję się fotografią kulinarną, to mi daje największą radość, chcę się ciągle uczyć, próbować. Ale przy okazji zabieram też ze sobą aparat na spacery, robię zdjęcia znajomym lub wykonuję różne, ciekawe fotograficzne zadania (jak mój pierwszy portret B&W). To jest coś, co mnie odpręża, daje mi dużo satysfakcji.

Asiu, na Twojej stronie www przeczytałam, że z zawodu jesteś copywriterką, a z wykształcenia bibliotekoznawcą i specjalistą od informacji naukowej – już dalej od fotografii kulinarnej być nie możesz :).

Asia: Fotografia to pasja, z której znaczenia zdałam sobie sprawę stosunkowo niedawno, więc faktycznie, moje dotychczasowe zainteresowania nie mają z nią wiele wspólnego. Ale właśnie przez stronę www łączę różne swoje hobby.

Przełomowym momentem był u mnie kurs Dominiki z Kobiecej Foto Szkoły oraz zakup Lightrooma i w konsekwencji – kurs u Ciebie, Kasiu. Nagle zaczęło mi wychodzić, świadomie robiłam i obrabiałam zdjęcia, a to oczywiście dało mi powera do działania dalej.

Na Twojej stronie przeczytałam również, że gotowania nauczyła Cię mama. Pamiętasz pierwszą potrawę, którą wspólnie zrobiłyście? :).

Asia: Nie byłabym w stanie wskazać pierwszej, a do dlatego, że moja mama nie jest typem osoby, która wszystko robi za swoje dzieci. Odkąd pamiętam, zarówno ja, jak i mój brat, musieliśmy pomagać jej w kuchni, więc jakoś tak się to naturalnie potoczyło. To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci, to obieranie ziemniaków… Moja mama tego nie lubiła i my musieliśmy to robić. A odkąd dowiedziałam się, że można je jeść ze skórką… to ich nie obieram. Co często można też zauważyć na zdjęciach.

Oszzzz, czy uwierzysz, że właśnie przed chwilą na Twoim blogu podziwiałam fotogeniczność ziemniaka w przepisie Ziemniaki Hasselback? :). Swoją drogą wszystkie Twoje potrawy są bardzo apetycznie pokazane: i te bardzo proste w swej formie, jak np. pesto bazyliowe, jak i te, które obudowałaś większą liczbą dodatków, np. spaghetti z sosem pomidorowym na winie. No właśnie, skąd czerpiesz inspiracje do swoich zdjęć?

Asia: Akurat te ziemniaczki to przykład tego, jak z nijakiego zdjęcia można zrobić coś ekstra. Zdjęcia prosto z aparatu nie były złe, ale brakowało też tego efektu wow, ot, takie sobie. Kilka suwaków LR i nagle patrzę, i mówię – to jest dobre. 

A skąd czerpię inspiracje? Różnie. Czasami sam produkt/potrawa mnie inspiruje i od razu wiem, jak chcę go pokazać. Innym razem lampka mi się zapala na widok jakiegoś naczynia. I tak np. robiłam specjalnie dutch baby, bo w końcu kupiłam żeliwną patelnię. No i na końcu – deska ratunkowa każdego fotografa, czyli Pinterest. Bo nie jestem kopalnią pomysłów i czasami po prostu nie mam weny. Wtedy przeglądam inne zdjęcia i zwykle jest tak, że w jednym spodoba mi się kadr, w drugim kąt fotografowania, a w trzecim jakiś dodatek. I z tego tworzy się moja wizja.

Choć ostatnio, przy fotografowaniu czekolady, dalej nie miałam pomysłów. Tylko zamiast się poddać, wyciągnęłam tło, dodatki, czekoladę i testowałam. Zrobiłam kilkaset zdjęć, kilka stylizacji, po czym większość odrzuciłam. Ale znalazło się to jedno, które skradło moje serce, więc czasami nie ma co czekać, aż motywacja spadnie nam z nieba, lecz zacząć działać. 

Chciałam Cię spytać o potrawę, która sprawiła Ci najwięcej problemów przy fotografowaniu, ale tak sobie myślę, że chyba mamy już zwycięzcę, co nie? :).

Asia: To akurat była bardziej kwestia braku pomysłów. Do teraz problem sprawiają mi zdjęcia zapiekanek, chyba jeszcze nie zrobiłam takiego, z którego byłabym zadowolona. Ale generalnie zapiekanki i gulasze to taka zmora w fotografii kulinarnej. Ja się nie poddaję i próbuję dalej.

A co sprawia Ci najwięcej frajdy: przygotowywanie potrawy, wymyślanie scenerii w jakiej ją pokażesz, czy późniejsza obróbka zdjęć?

Asia: Chyba najbardziej jedzenie :D. A tak poważnie, to różnie bywa. Dla mnie wszystkie te etapy tworzą cały proces i każdy z nich może mnie bez reszty wciągnąć. Chociaż jakbym miała jeden z nich tak troszkę wyciągnąć przed resztę, to byłoby to już samo fotografowanie. Robienie zdjęć pod różnym kątem, zabawa ze światłem. Potrafię się w tym całkowicie zapomnieć. A obróbka przez dłuższy czas to był obowiązek, do którego zabierałam się niechętnie. Wynikało to z tego, że w sumie nie wiedziałam, co muszę zrobić, aby osiągnąć efekt, który mam w głowie. Teraz, wiadomo, jest inaczej, więc zabawa w LR stała się ekscytująca. No, i trochę też pomogła wiedza o robieniu presetów – na pierwszym zdjęciu wszystko ustawiam, a potem tylko jeden klik i gotowe! Magia, którą uwielbiam.

I może nie powinnam się przyznawać, ale czasami jest też tak, że kliknę zły preset (ustawiony pod zupełnie inne zdjęcie) i się okazuje, że przez przypadek osiągam efekt wow. 

A pracujesz tylko w Lightroomie, czy wspomagasz się jeszcze innym programem?

Asia: Tak właściwie tylko w Lightroomie. Mam wykupioną wersję abonamentową, więc posiadam jeszcze dostęp do Photoshopa, ale póki co trochę mnie przeraża. Pewnie go w końcu wypróbuję, ale jeszcze nie teraz. 

Zdarza mi się natomiast korzystać z aplikacji na telefon, przede wszystkim Snapseed, ale też Lightroom Mobile. Głównie do zdjęć robionych telefonem, ale też tych, które najpierw obrabiam na komputerze – czasami okazuje się, że po zgraniu na telefon wymagają rozjaśnienia lub zmniejszenia nasycenia kolorów. Wiadomo, różnice w ekranach. 

Najczęściej moja praca w Lightroomie jest szybka i prosta, nie zmieniam za wiele – tu trochę rozjaśniam, tu wyostrzam, pędzlem coś poprawiam i w Tone Curve podbijam odcienie niebieskiego (kocham chłodną kolorystykę!). 

Fotografia kulinarna w Twoim wykonaniu to prawdziwa eksplozja kolorów i smaków, to niesamowita dbałość o detale. Jak rozumiem o to wszystko dbasz jeszcze zanim wgrasz zdjęcia do Lightrooma, czy czasem pozwalasz sobie później na małe obróbkowe szaleństwo?

Asia: Hmm… Jak planuję sesje, to zwykle jeszcze nie myślę o obróbce. Zakładam daną kolorystykę, dbam, aby wszystko było spójne. Najczęściej też moja praca w Lightroomie jest szybka i prosta, nie zmieniam za wiele – tu trochę rozjaśniam, tu wyostrzam, pędzlem coś poprawiam i w Tone Curve podbijam odcienie niebieskiego (kocham chłodną kolorystykę!). Ale zdarza mi się zaszaleć, szczególnie w przypadku zdjęć typu dark mood. Wtedy całość na maksa przyciemniam, a pędzlem rozjaśniam i nasycam głównego bohatera. 

Do każdej sesji podchodzę tak naprawdę indywidualnie, dlatego patrząc ogółem na moje zdjęcia, to nie znajdziesz tam jakiejś bardziej przemyślanej spójności.

W sumie mam takie moje jedno małe szaleństwo, ale dotyczy zdjęć z wyjazdów, podróży… Otóż, kocham usuwać ludzi! Oczywiście tych nieplanowanych. Zawsze mnie to zachwyca, że wystarczy kilka kliknięć i zdjęcie pozbawione jest osób, które weszły mi w kadr. 

Hahahaha, czyli jednak nie pędzel, nie krzywe, tylko Spot Removal? :).

Asia: Nie, nie, krzywe to moja miłość! Nigdy ich nie zdradzę! Ale korzystam ze wszystkich narzędzi Lightrooma, w zależności od potrzeb.

No, dobra to skoro już przy tym temacie jesteśmy, to co jest łatwiej fotografować: ludzi czy jedzenie?

Asia: Jedzenie, bo się nie rusza :D. Ale już tak serio, to myślę, że wszystko jest kwestią tego, co Ci bardziej w duszy gra. Moim konikiem jest fotografia kulinarna, więc siłą rzeczy, jej poświęcam najwięcej czasu. Co jednocześnie wiąże się z dużą ilością ćwiczeń, praktyki. Ludzi fotografuję znacznie rzadziej, nie mam takiego doświadczenia. I trochę też śmiałości, bo o ile naczynia mogę przestawiać dowolną ilość razy, o tyle z ludźmi jest mi o wiele trudniej. Aczkolwiek widzę różnicę w zdjęciach, które robiłam pół roku temu, a teraz, są po prostu lepsze. Głównie dzięki temu, że przyjaciółka urodziła dziecko i wraz z całą rodziną są chętnymi i cierpliwymi królikami doświadczalnymi. Wszystko naturalnie sprowadza się do jednego – do praktyki. 

Pomogła wiedza o robieniu presetów – na pierwszym zdjęciu wszystko ustawiam, a potem tylko jeden klik i gotowe! Magia, którą uwielbiam.

Cały czas trąbię na prawo i lewo, że zdjęcia, które nie są wydrukowane – nie istnieją. Czy Ty też swoje drukujesz, tworzysz z nich albumy, wieszasz na ścianie, a może planujesz wydać swoją książkę kucharską?

Asia: Zacznę od końca, czyli od książki kucharskiej. Nie planuje jej wydawania, bo… sama z takich książek nie korzystam. W kuchni są dość nieporęczne, szybko się brudzą, wolę telefon.

A jeśli chodzi o zdjęcia, to zdecydowanie drukuję, choć nie te kulinarne. Z wakacji, wypadów, imprez lub zwykłe, ze spacerów. Niektóre z nich posłużą mi też za plakaty, chociaż ciągle nie mam czasu, żeby się za to zabrać. Uwielbiam przeglądać albumy ze zdjęciami, ponieważ przywołują one wspomnienia zarówno magicznych, jak i całkiem zwykłych chwil, które po latach stają się cenne. Ostatnio też usłyszałam od znajomych, że dzięki mnie w końcu mają ładne zdjęcia do albumu.

Asiu, myślę, że to najpiękniejsze „dziękuję” jakie mogłaś usłyszeć od swoich znajomych :).

A powiedz co według Ciebie tak naprawdę jest potrzebne do tego, aby zacząć fotografować jedzenie: tło, lampy, oryginalne gadżety do podkręcenia stylizacji…?

Asia: Jedyne, czego potrzebujesz na początku, to aparat. Ja zaczynałam na kompakcie, teraz robię zdjęcia bezlusterkowcem, do którego dokupiłam od razu jasny obiektyw. Tła, propsy (czyli gadżety), kupowałam z czasem. I kupuję do teraz, chociaż już bardziej świadomie.

Lampy do dziś nie mam, fotografuję tylko w świetle dziennym. Nie jest mi potrzebna na ten moment i tak szczerze, nie miałabym gdzie jej rozkładać (moje mieszkanie, które dzielę z narzeczonym i kotem, ma 35m2, więc jak widzisz, chcieć to móc). Marzy mi się jedynie statyw umożliwiający zdjęcia typu flat lay, myślę, że po nowym roku się go dorobię. Mam inny, “zwykły”, ale najczęściej i tak fotografuję “z ręki”, bo tak mi jest wygodniej i szybciej (znów ten metraż).

Czyli tak naprawdę wystarczy aparat, do tego najlepiej jasny obiektyw i to wszystko? Oszzzz, gdybym tylko umiała i lubiła gotować, to na pewno bym spróbowała :).

Asiu, i tak już zupełnie na sam koniec: jaką dałabyś wskazówkę osobom, które dopiero zaczynają przygodę z Lightroomem. Od czego powinny zacząć, aby już na starcie pojawiły się fajne efekty?

Asia: Zdecydowanie od kursu! Oczywiście, można samodzielnie wszystko przeklikać w Lightroomie, poszukać tutoriali w internecie etc. Ale ja akurat jestem osobą, która lubi uporządkowaną wiedzę. Kurs z pewnością zaoszczędził mi sporo czasu i frustracji, rozjaśnił wszystko. 

I akurat uważam, że tę wskazówkę warto przekładać też na inne dziedziny. Zaczynałam od kursu z podstaw fotografii (ten tryb manualny!), potem był kurs Lightrooma. Teraz głównie warsztaty plus szukam informacji w różnych źródłach. Ale jest łatwiej, bo wiem, czego chcę. Na początku swojej drogi zwykle nie wiadomo, od czego zacząć.

Asiu, bardzo dziękuję Ci za wspólną rozmowę!

Nie wiem jak Ty, ale ja mogłabym słuchać takich opowieści w kółko i wciąż! Za każdym razem coraz szerzej otwieram oczy, gdy uświadamiam sobie z jak zdolnymi i pełnymi pasji kobietami pracuję!

A Ty? Lubisz takie historie? Inspirują Cię do działania? Czujesz po ich przeczytaniu potrzebę wskoczenia do Lightrooma? Daj mi znać ko-nie-cznie! :).

Podobne
wskazówki

Pin It on Pinterest

Podaj dalej!

Skorzystałaś z tego wpisu? Bomba! Puść go dalej, niech pomoże jeszcze komuś :)